Wilhelm i Jakub Grimm Pierwsza bajka o krasnoludkach *************** Na podst. tlumaczenia M.Tarnowskiego Pewien szewc byl tak bardzo biedny, ze któregos dnia nie zostalo mu nic prócz skóry na jedna jedyna pare butów. Wieczorem przykroil buty, a nazajutrz chcial sie zabrac do roboty. A ze mial czyste sumienie, polozyl sie spokojnie do lózka, polecil sie opiece boskiej i zasnal. Rano, gdy chcial siasc do pracy, ujrzal na stole buty juz gotowe. Zdziwil sie bardzo i nie wiedzial, co ma o tym myslec. A przy tym buty wykonczone byly tak starannie, jak on sam nawet by nie potrafil. Po chwili przyszedl nabywca, któremu buty tak sie spodobaly, ze zaplacil zadana sume, a szewc mógl za uzyskane pieniadze kupic skóry na dwie pary butów. Przykroil je wieczorem, aby nazajutrz rano ze swiezymi silami przystapic do pracy; ale bylo to zbyteczne, bo kiedy wstal, ujrzal obie pary butów gotowe i jeszcze piekniej wykonczone niz poprzednie. Wnet znalezli sie nabywcy, którzy zaplacili tyle, ze mógl kupic za skóry na cztery pary butów. Nazajutrz rano i te cztery pary byly gotowe i odtad stale: co przykroil wieczorem, rano uszyte bylo pieknie i starannie, tak ze wkrótce mial znowu zapewniony dostatni byt, a wreszcie stal sie nawet czlowiekiem zamoznym. Pewnego wieczora, wkrótce przed Bozym Narodzeniem, szewc przykroil znowu wieczorem buty i rzekl do zony: - Moze bysmy tak zaczekali tej nocy i podpatrzyli, kto nam pomaga w pracy? Zona zgodzila sie na to i zgasila swiatlo, po czym oboje ukryli sie w kaciku za ubraniami. O pólnocy zjawili sie dwaj malency, ale nadzy ludzikowie, którzy zasiedli przy warsztacie szewca i poczeli szyc przykrojone buty malymi paluszkami tak szybko, ze szewc zdumial sie i otworzyl szeroko oczy i usta. Nie spoczeli, az cala robota byla ukonczona, potem zas umkneli tak szybko, jak sie zjawili. Nazajutrz rzekla zona do szewca: - Musimy sie odwdzieczyc krasnoludkom za pomoc. Biedacy nie maja nic na sobie, zimno im pewnie bardzo. Wiesz co? Uszyje dla nich koszulki, spodenki, kamizeleczki i surduciki, a takze po parze ponczoch, ty zas zrób kazdemu pare trzewiczków! Maz zgodzil sie na to chetnie, a wieczorem, gdy wszystko bylo juz gotowe, polozyli na stole, zamiast przykrojonej roboty, podarunki dla krasnoludków i ukryli sie znowu w kacie, aby zobaczyc, co sie stanie. O pólnocy krasnoludki zjawily sie znowu. Chcialy sie zaraz wziac do roboty, ale gdy zamiast skóry ujrzaly piekne ubranka, najpierw sie zdziwily, a potem bardzo ucieszyly. Szybko wlozyly malenkie ubranka i zaspiewaly: Patrzcie, jacy zgrabni chlopcy z nas! Czas juz skonczyc z szewstwem, czas juz, czas! I zatanczyly skaczac wesolo po stolach i lawach. Tanczac opuscily izbe i odtad juz sie nie zjawily. Ale szewcowi powodzilo sie odtad bardzo dobrze i wszystko, do czego sie bral, szlo mu jak z platka.