Hans Christian Andersen Co ojciec czyni, jest zawsze sluszne Na podst. tlumaczenia F. Mirandoli ************** Kiedy bylem dzieckiem, czesto opowiadano mi te historyjke i za kazdym razem wydawala mi sie piekniejsza. Brzmi ona tak: W pewnej wsi zylo sobie malzenstwo. Oboje byli juz starzy i wcale im sie nie przelewalo. Mieli konia, który pasal sie w przydroznych rowach. Gospodarz jezdzil na nim albo wypozyczal go sasiadom do pracy. Mimo to doszedl kiedys razem z zona do przekonania, ze mozna by za tego konia dostac cos uzyteczniejszego w gospodarstwie. Nie wiedzieli tylko, co to mogloby byc. - Mój drogi - rzekla gospodyni - Ty juz to najlepiej zalatwisz! Niedaleko jest jarmark, jedz tam i sprzedaj konia lub zamien go na cos innego. Co uczynisz, bedzie zawsze sluszne. Mówie ci, jedz na jarmark. Zawiazala mu chustke na szyi, wygladzila kapelusz, ucalowala na droge, a on dosiadl konia i pojechal. Po drodze spotkal znajomego, który pedzil na jarmark krowe. - Mozna by zamienic konia na te krowe! - pomyslal sobie - Cóz za rozkosz miec wlasne mleko, ser, smietane i maslo! Zblizyl sie don i rzekl: - Kochany sasiedzie! Kon kosztuje wiecej niz krowa, ale wole krowe, bo da mi to, czego wlasnie potrzebuje. Zamienmy sie! - Zgoda! - odrzekl sasiad - i zaraz dokonali zamiany. Gospodarz w zasadzie mógl juz wracac do domu, ale chcial zwiedzic targ i popatrzec na ludzi. Poszedl wiec dalej i spotkal chlopa pedzacego owce. Byla okazala i miala duzo welny. - Chcialbym miec taka owce! - pomyslal sobie - Nie potrzebuje wiele trawy, a na zime mozna ja wziac do izby. Jest dla nas lepsza niz krowa! Wlasciciel owcy zgodzil sie ochoczo na zamiane i gospodarz popedzil ja na jarmark. Niedlugo potem zobaczyl chlopa niosacego pod pacha tlusta ges. - Aj, do licha! - zawolal gospodarz - To mi gaska co sie zowie. Ilez na niej smalcu, ile pierza. Jakze pieknie plywalaby po naszym stawiku. Tyle razy moja zona marzyla o gasce. Teraz bedzie ja miala! W miescie scisk panowal wielki. Pod jakims plotem zobaczyl nasz gospodarz piekna kure. Przyszlo mu na mysl, ze nawet wiecej warta od kur proboszcza. Kura zywi sie zreszta sama, nie przyczynia wydatków, a daje wyborne jaja. Nowy interes zostal zawarty niezwlocznie. Gospodarz napracowal sie tyle podczas drogi, ze poczul nagle glód. Wstapil do karczmy. A tam na samy progu spotkal czlowieka z ogromnym worem na plecach. - Cóz to macie? - spytal go. - Zgnile jablka dla swin. Pelny wór! - To mnóstwo dobrego towaru! - pomyslal gospodarz. - Co mi dacie gospodarzu za te jablka? - spytal nieznajomy. - A te oto kure. Gospodarz wniósl wór do szynku i oparl o piec nie pomyslawszy, ze w nim mocno napalono. W izbie pelno bylo handlarzy koni i wolów. Bylo tam tez dwu Anglików, a Anglicy - wiadomo - lubia sie zakladac. Nagle wszyscy poczuli wodór piekacych sie zgnilych jablek. - Cóz to jest?! - wykrzykneli i niebawem dowiedzieli sie calej historii zamian. - Ano dostaniecie, panie gospodarzu, kilka porzadnych szturchanców od zony! - rzekli Anglicy. - Dostane od zony pocalunki, a nie szturchance! - Zalózmy sie! Damy ci worek dukatów, jesli wygrasz! - Zgoda - powiedzial chlop i zaklad stanal. Wlozyli worek na wózek karczmarza, potem sami na niego wsiedli i niedlugo dotarli na miejsce. - Dobry wieczór! - rzekl gospodarz do zony. - Dziekuje ci mój drogi za dobre slowo - odparla. - Zamienilem naszego konia! - Majster z ciebie, jak zawsze! - odrzekla obejmujac go. - Dostalem za niego krowe. - Dzieki Bogu! Bedziemy mieli teraz mleko, maslo i ser! Wysmienicie zrobiles! - Ale zamienilem ja potem na owce. - Wiesz co, to nawet lepiej. - powiedziala - Zawsze dzialasz z rozwaga. Dla owcy wystarczy nam trawy. No i oprócz mleka i sera bedziemy mieli welne na ubranie. Bardzo dobrze postapiles! - Potem zamienilem owce na ges. - Co? A to bedziemy mieli na swieta smaczna gaske! Jak to dobrze. A do tego pierze i smalec. Bardzo jestem rada! - Oddalem te ges za kure! - Dobra to zamiana. Kura znosi jaja i wysiaduje kurczeta. Bedziemy mieli drobiu co niemiara. Zawsze o tym marzylam! - Na koniec zamienilem kure na worek zgnilych jablek. - oswiadczyl gospodarz. - Dajze mi calusa! - zawolala radosnie - Doskonale sie sklada. Przed chwila sasiadka mi powiedziala, ze nasz sad nic niewart, bo nie daje ani jednego zgnilego jablka. Teraz pokaze jej caly worek! - to rzeklszy pocalowala meza w same usta. - Podoba mi sie to! - zauwazyl jeden z Anglików - Mimo strat bardzo tu wesolo. Warto zaplacic takim ludziom! Dobyl worek ze zlotem i wreczyl go gospodarzowi. Slyszalem te historyjke, jak jeszcze bylem dzieckiem i opowiadam ja Wam, zebyscie pamietali: CO OJCIEC CZYNI, JEST ZAWSZE SLUSZNE I NA DOBRE WYCHODZI!