Jan Kochanowski Tren X Orszulo moja wdzieczna, gdzies mi sie podziala? W ktora strone, w ktoras sie kraine udala? Czys ty nad wszytki nieba wysoko wzniesiona I tam w liczbe aniolkow malych policzona? Czylis do raju wzieta? Czylis na szczesliwe Wyspy* zaprowadzona? Czy cie przez teskliwe Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem Niepomnym*, ze ty nie wiesz nic o placzu mojem? Czy, czlowieka zrzuciwszy i mysli dziewicze, Wzielas na sie postawe i piorka slowicze? Czyli sie w czyscu czyscisz, jesli z strony ciala Jakakolwiek zmazeczka na tobie zostala? Czys po smierci tam poszla, kedys pierwej byla, Nizes sie na ma ciezka zalosc urodzila? Gdzieskolwiek jest, jeslis jest, lituj mej zalosci, A nie mozesz li w onej dawnej swej calosci, Pociesz mie jako mozesz, a staw sie przede mna, Lubo snem, lubo cieniem, lub mara, nikczemna*! Jan Kochanowski Tren XIII Moja wdzieczna Orszulo, bodaj ty mnie byla Albo nie umierala lub sie nie rodzila! Male pociechy place wielkim zalem swoim Za tym nieodpowiednym pozegnaniem twoim. Omylilas mie jako nocny sen znikomy, Ktory wielkoscia, zlota cieszy zmysl lakomy, Potym nagle uciecze, a temu na jawi Z onych skarbow jeno chec a zadza zostawi. Takes ty mnie, Orszulo droga, uczynila: Wielkie nadzieje w moim sercu rozniecila, Potymes mie, smutnego, nagle odbiezala I wszytki moje z soba pociechy zabrala. Wzielas mi, zgola mowiac, dusze polowice; Ostatek przy mnie zostal na wieczna tesknice. Tu mi kamien, murarze, ciosany polozcie, A na nim te nieszczesna pamiatke wydrozcie: "Orszula Kochanowska tu lezy, kochanie Ojcowe albo raczej placz i narzekanie. Opakes to, niebaczna smierci, udzialala*: Nie jac onej, ale mnie ona plakac miala". *Opakes ... udzialala - postapilas na opak.