Jan Kochanowski Do Anny Wczora, czekajac na twe obietnice I zabywajac niejako tesknice, Napisalem ci krom rozmyslu wszego Ten rym niegladki, skad bys serca mego Frasunek poznala i mysl utrapiona, Anno, twoimi slowy zawiedziona, Bom ustawicznie rachowal godziny A szukal twego mieszkania przyczyny* Chcialem li czytac, tom nic nie rozumial; Chcialem li zagrac, tom poczac nie umial. Na koniec wziawszy we mdla reke piorko Pisalem: "Ojca prawdziwego corko Nieprawie slowna!" - a w tym mie, sen zmorzyl, Gniew uspokoil, nadzieje, umorzyl. *mieszkania przyczyny - przyczyny spoznienia sie. Jan Kochanowski Do fraszek Fraszki nieprzeplacone, wdzieczne fraszki moje, W ktore ja wszytki klade tajemnice swoje, Badz laskawie Fortuna* ze mna, postepuje, Badz inaczej, czego snac wiecej sie najduje. Obralliby sie kiedy kto tak pracowity, Zeby z was chcial wyczerpac umysl moj zakryty: Powiedzcie mu, niech prozno nie frasuje glowy, Bo sie, w dziwny Labirynt* i blad wda takowy, Skad zadna Aryjadna, zadne klebki tylne Wywiesc go moc nie beda, tak tam sciezki mylne. Na koniec i sam ciesla, ktory to mistrowal, Aby tu rogatego chlopobyka chowal, Nie zawzdy do wrot trafi, az piora szychtuje* Do ramienia, toz ledwe wierzchem wylatuje. *szychtowac - przyprawiac. Jan Kochanowski Do gor i lasow Wysokie gory i odziane lasy! Jako rad na was patrze, a swe czasy Mlodsze wspominam, ktore tu zostaly, Kiedy na statek czlowiek malo dbaly. Gdziem potym nie byl? Czegom nie skosztowal? Jazem przez morze glebokie zeglowal, Jazem Francuzy, ja Niemce, ja Wlochy, Jazem nawiedzil Sybilline lochy*. Dzis zak spokojny, jutro przypasany Do miecza rycerz; dzis miedzy dworzany W panskim palacu, jutro zasie cichy Ksiadz w kapitule, tylko ze nie z mnichy W szarej kapicy a z dwojakiem platem*; I to czemu nic, jeslize opatem? Taki byl Proteus*, mieniac sie to w smoka, To w deszcz, to w ogien, to w barwe obloka. Dalej co bedzie? Srebrne w glowie nici, A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci. Jan Kochanowski Do Magdaleny Ukaz mi sie, Magdaleno, ukaz twarz swoje, Twarz, ktora prawie wyraza roza oboje. Ukaz zloty wlos powiewny, ukaz swe oczy, Gwiazdom rowne, ktore predki krag nieba toczy. Ukaz wdzieczne usta swoje, usta rozane Perel pelne, ukaz piersi miernie wydane I reke alabastrowa, w ktorej zamknione Serce moje. O glupie, o mysli szalone! Czego ja pragne? O co ja, nieszczesny, stoje? Patrzac na cie, wszytke wladza stracilem swoje; Mowy nie mam, plomien po mnie tajemny chodzi. W uszu dzwiek, a noc dwoista oczy zachodzi. Jan Kochanowski Do Milosci Gdzie teraz ono jablko i on klinot drogi, Ktory mogl zahamowac niescignione nogi Pierzchliwej Atalanty*? Gdzie tasma szczesliwa*, Ktora serca i mysli upornych dobywa? Ciebie na pomoc wzywam, ciebie, o Milosci. Ktorej z wieku uzywa swiat dobrotliwosci, Ktora spornych zywiolow gniew spinasz lancuchem, Dna morskiego i nieba siegasz swoim duchem, Lwom srogosc odejmujesz i zubrom polnocnym, Uzyte* serce dajesz bohatyrom mocnym. Ty mie ratuj, a swoja strzala uzlocona, Ugodz w serce, a okroc mysl nieunoszona, Zapamietalej dziewki, ktorej ani skokiem Czlowiek dogonic moze, ledwie zajzrzec okiem. *Atalanta - wedlug mitologii greckiej bardzo piekna, szybkonoga lowczyni, corka krola Scyru. Postawila ona warunek, ze wyjdzie za maz za tego, kto ja przescignie w biegu. Dzieki Afrodycie (Wenus), ktora ofiarowala zlote jablka z ogrodu Hesperyd Hippomenesowi, zwyciezyl on rzucajac w biegu za siebie owe jablka. Atalanta nie mogla sie powstrzymac, zeby ich nie zbierac, i nie mogla biec tak szybko jak zwykle. *tasma szczesliwa - przepaska Wenus rozbudzajaca milosc. *uzyte - milosierne, dajace sie zmiekczyc prozba. Jan Kochanowski Do Milosci Gdzie teraz ono jablko i on klinot drogi, Ktory mogl zahamowac niescignione nogi Pierzchliwej Atalanty*? Gdzie tasma szczesliwa*, Ktora serca i mysli upornych dobywa? Ciebie na pomoc wzywam, ciebie, o Milosci. Ktorej z wieku uzywa swiat dobrotliwosci, Ktora spornych zywiolow gniew spinasz lancuchem, Dna morskiego i nieba siegasz swoim duchem, Lwom srogosc odejmujesz i zubrom polnocnym, Uzyte* serce dajesz bohatyrom mocnym. Ty mie ratuj, a swoja strzala uzlocona, Ugodz w serce, a okroc mysl nieunoszona, Zapamietalej dziewki, ktorej ani skokiem Czlowiek dogonic moze, ledwie zajzrzec okiem. Jan Kochanowski In Defence of Drunkards Earth, that drinks rain, refreshes the trees: Oceans drink rivers: stars quaff up the seas: So why should they make such a terrible fuss Over insignificant tipplers like us ? - trans. Jerzy Peterkiewicz and Burns Singer Jan Kochanowski Modlitwa o deszcz Wszego dobrego Dawca i Szafarzu wieczny, Tobie ziemia. spalona przez ogien sloneczny, Modli sie, dzdza i smetne ziola pochylone, I nadzieja oraczow, zboza upragnione. Scisni wilgotne chmury swieta reka, swoja, A ony sucha ziemie i drzewa napoja Ogniem zjete; o, ktory z suchej skaly zdroje Nieslychane pobudzasz, okaz dary swoje! Ty nocna, rosse spuszczasz, Ty dostatkiem hojnym Zywej wody dodawasz rzekom niespokojnym. Ty przepasci nasycasz i lakome morze, Stad gwiazdy zywnosc maja i ogniste zorze. Kiedy Ty chcesz, wszytek swiat powodzia zatonie. A kiedy chcesz, od ognia jako piorko wsplonie. Jan Kochanowski Na dom w Czarnolesie Panie, to moja praca a zdarzenie Twoje; Raczyz blogoslawienstwo dac do konca swoje! Inszy niechaj palace marmorowe maja I szczerym zlotoglowem sciany obijaja, Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniazdzie ojczystym, A Ty mie zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym, Pozywieniem ucciwym, ludzka zyczliwoscia, Obyczajmi znosnymi, nieprzykra: staroscia. Jan Kochanowski Na historyja trojanska Nie dopiero to wiedza, ze dobrze milowac. Wazyl sie przedtym Parys * przez morze zeglowac Dla nadobnej Heleny, ktora, jemu byla Za zlote jablko piekna Wenus namienila. Nie dbal, chocia pogonia miala byc za nimi, Choc mial tego przyplacic braty rodzonymi, Na koniec swym upadem i wszytkiego domu. Smakowala mu milosc, nie wiem, jako komu. Jan Kochanowski Na lipe Gosciu, siadz pod mym lisciem, a odpoczni sobie! Nie dojdzie cie, tu slonce, przyrzekam ja tobie, Choc sie najwysszej wzbije, a proste promienie Sciagna pod swoje drzewa rozstrzelane cienie. Tu zawzdy chlodne wiatry z pola zawiewaja, Tu slowicy, tu szpacy wdziecznie narzekaja. Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoly Biora, miod, ktory potym szlachci panskie stoly. A ja swym cichym szeptem sprawic umiem snadnie, Ze czlowiekowi lacno slodki sen przypadnie. Jablek wprawdzie nie rodze, lecz mie, pan tak kladzie Jako szczep najplodniejszy w hesperyskim sadzie*. *w hesperyskim sadzie - wedlug mitologii greckiej w ogrodzie Hesperyd rosly drzewa rodzace zlote owoce. Jan Kochanowski Na most warszawski Nieublagana Wislo, prozno wstrzasasz rogi, Prozno brzegom gwalt czynisz i hamujesz drogi; Nalazl fortel krol August, jako cie mial pozyc*, A ty musisz te swoje dobra mysl polozyc*, Bo krom wiosel, krom prumow juz dzis sucha noga Twoj grzbiet nieujezdzony wszyscy deptac moga. *pozyc - uzyc, skorzystac. *dobra mysl polozyc - wyrzec sie swawoli. Jan Kochanowski Na swoje ksiegi Nie dbaja, moje papiery O przewazne* bohatery; Nic u nich Mars*, chocia srogi, I Achilles predkonogi; Ale smiechy, ale zarty Zwykly zbierac moje karty. Piesni, tance i biesiady Schadzaja, sie do nich rady. Statek* tych czasow nie placi, Praca, czlowiek prozno traci. Przy fraszkach mi wzdy naleja, A to wniwecz*, co sie smieja. * przewazne - zwycieskie, bardzo odwazne. * Mars . . . Achilles - imiona boga wojny (wedlug mitologii rzymskiej) Marsa i slynnego z odwagi, walecznoici i dumy legendarnego bohatera Achillesa (wediug mitologii greckiej) sluz4 tu za symbol tematyki powaznej, wojenno-historycznej. *Statek - staloic, powaga. *A to wniwecz - nic nie szkodzi. Jan Kochanowski Na zdrowie Slachetne zdrowie, Nikt sie, nie dowie, Jako smakujesz, Az sie, zepsujesz. Tam cziowiek prawie Widzi na jawie I sam to powie, Ze nic nad zdrowie Ani lepszego, Ani drozszego; Bo dobre mienie. Perly, kamienie, Takze wiek mlody I dar urody, Miesca wysokie Wladze szerokie, Dobre sa, ale - Gdy zdrowie w cale. Gdzie nie masz sily, I swiat niemily. Klinocie drogi, Moj dom ubogi Oddany tobie Ulubuj sobie!